Wenn diese Seite nicht korrekt angezeigt wird
gehen Sie bitte zur Originalseite



RPA chce ogłuszyć świat
http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza >  Świat >  Artykuły

A A A

RPA chce ogłuszyć świat

Wojciech Jagielski, Johannesburg
2010-02-05, ostatnia aktualizacja 2010-02-04 16:10

Fot. Rebecca Blackwell AP

Czerwcowe mistrzostwa świata w piłce nożnej będą niezapomniane, nawet jeśli nie wyróżnią się poziomem zawodów ani sportowymi sensacjami. Wyjątkowymi uczyni je vuvuzela - plastikowa trąbka przyprawiająca zagranicznych piłkarzy i kibiców o głuchotę i rozstrój nerwowy.

ZOBACZ TAKŻE
Freddie "Saddam" Maake z johannesburskiego przedmieścia Tembisa twierdzi, że jako pierwszy przyniósł vuvuzelę na piłkarski stadion. - Najpierw, jeszcze pod koniec lat 60., przychodziłem z trąbką od roweru, potem przerobiłem ją na dłuższą, z aluminiowej blachy, ale w czasach apartheidu policjanci nie wpuszczali mnie z nią na trybuny, bo uważali, że mógłbym ją wykorzystać jako broń - opowiada 53-letni "Saddam", przyznając, że jako fanatyk drużyny Kaizer Chiefs nieraz okładał blaszaną vuvuzelą kibiców znienawidzonego lokalnego rywala Orlando Pirates. - Aż wreszcie dogadałem się z takim jednym Peterem Rice'em z Germiston, co miał małą fabryczkę plastiku. Robił mi vuvuzele, a ja je rozdawałem kibicom. Najpierw kibicom Kaizer Chiefs, ale potem także innych drużyn, bo zależało mi, żeby na meczach coś się działo.

"Saddam" przyznaje, że jest fanatykiem piłki nożnej. Jego dom przypomina futbolowe muzeum: klubowe flagi, odznaki, kopie pucharów, plakaty. Przed wejściem do domostwa powiewają żółto-czarne barwy jego ukochanych Kaizer Chiefs. Wśród ubogich sprzętów wyróżnia się ogromny telewizor, na którym "Saddam" ogląda mecze. - Piłka nożna do całe moje życie - mówi Maake, wyciągając stary numer piłkarskiego pisma "Kick Off", które w 1997 r. uznało go za najlepszego kibica w całym kraju. W nagrodę pojechał w 1998 r. z drużyną RPA do Francji na mistrzostwa świata w piłce nożnej.

W dorosłym życiu na posadzie nie utrzymał się nigdy dłużej niż kilka miesięcy. Zwalniał się, by jeździć na mecze. Rzuciły go dwie żony. - I jedna, i druga w końcu kazały mi wybierać między nimi lub piłką - wspomina. Trzecia żona umarła.



Kobiety zostawiły Freddiemu aż dziewięcioro dzieci. Maake nie stać, by utrzymać całą gromadę - i tak żyje głównie z pomocy starszego brata Solomona - więc część odprawił na wieś, do rodziny w północnej prowincji Limpopo.

Maake byłby bogaty, gdyby wpadł na pomysł zastrzeżenia praw autorskich do vuvuzeli. Nie zrobił tego, bo nie pomyślał, że na trąbkach można zarobić. Za złotą żyłę uznał je za to 36-letni drobny przedsiębiorca z Kapsztadu, 36-letni Neil van Schalkwyk. Swoją niewielką fabryczkę plastiku przemienił na firmę Masincedane Sport, zdobył rządowe dotacje, zatrudniając w niej czarnoskórych robotników, i w 2001 r. zaczął na masową skalę wyrabiać vuvuzele.

- Sam jestem piłkarskim kibicem i sam wpadłem na pomysł, by produkować trąby - mówi van Schalkwyk, zaprzeczając, jakoby ukradł pomysł "Saddamowi". - Ani ja, ani on nie wynaleźliśmy przecież trąby.

- Ale to ja wymyśliłem nazwę vuvuzela - odpowiada "Saddam", tłumacząc, że w języku zulu oznacza ona mniej więcej tyle, co "ruszać z animuszem do ataku". - Niech sobie Neil produkuje trąbki, tylko niech nie nazywa ich vuvuzelami - mówi Maake.

Nelson Mandela, były prezydent i przywódca walki o obalenie rasistowskiego systemu apartheidu, nakazał w 2004 r. przedstawicielom rządu zabrać vuvuzele do Zurychu, gdzie międzynarodowa federacja piłkarska FIFA miała wskazać gospodarza mistrzowskiego turnieju w 2010 r. Kiedy działacze wybrali RPA na pierwszy w historii kraj afrykański, który zorganizuje mundial, w plastikowe trąby dął jak najęty sam minister finansów Trevor Manuel, a w Afryce Południowej kibice kupili tego dnia ponad 20 tys. trąbek.

Van Schalkwyk szacuje, że podczas czerwcowego turnieju będzie można sprzedać nawet pół miliona trąbek po ok. 10 dol. za sztukę. Na mistrzostwa, wraz z partnerem z Niemiec, przygotowuje zresztą specjalną vuvuzelę z trzech trąbek - dostosowaną do norm Unii Europejskiej zabraniającej hałasu przekraczającego 121 decybeli.

Według prof. De Weta Swanepoela z uniwersytetu w Pretorii przeraźliwy hałas, jakie wydają vuvuzele, jest szkodliwy dla ludzkiego zdrowia. - Przeprowadziliśmy badania, które pokazały, że na wypełnionym 30 tys. kibiców stadionie powodowany przez trąby hałas sięgał prawie 140 decybeli. To niebezpieczne nawet dla tych, którzy zabiorą na mecze specjalne zatyczki do uszu. A na stadionie Soccer City w Johannesburgu na mecze naszej drużyny przyjdzie ze 100 tys. kibiców, a sam trener Carlos Parreira zachęca ich, by trąbili ile sił w płucach - mówi profesor. Szef komitetu organizacyjnego mistrzostw Danny Jordaan przyznał, że stadion Soccer City zaplanowano tak, by vuvuzele brzmiały szczególnie donośnie. - To będą najgłośniejsze mistrzostwa świata w historii - dumnie zapowiada Jordaan.

Podczas zeszłorocznego Pucharu Konfederacji - próby generalnej przed mundialem - zagraniczni piłkarze, trenerzy, kibice i dziennikarze narzekali, że w jazgocie vuvuzeli nie sposób rozgrywać poważne zawody. - Nie da się przy tym grać - stwierdził reprezentant Hiszpanii Xabi Alonso, a Brazylijczyk Robinho skarżył się, że z powodu trąb nie słyszał porad, jakie zza bocznej linii boiska rzucał mu trener. - Przez ten hałas człowiek nie rozumie nie tylko, co do niego mówią, ale nie słyszy własnych słów - dorzucał japoński obrońca Tulio. Telewizyjni komentatorzy narzekali, że trąbienie ich rozprasza, zagłusza słowa. Japońska federacja piłkarska zażądała, by zakazać vuvuzeli podczas mistrzostw. Szef piłkarskich władz Sepp Blatter odrzucił jednak skargi i oficjalnie zapowiedział, że vuvuzele będą mogły trąbić podczas mundialu.

- Wyobrażam sobie, co by się działo, gdyby zakazał vuvuzeli. W RPA okrzyknięto by go rasistą - mówi Phatesani Moyo, dziennikarz sportowy z Johannesburga. - Skoro podejmuje się decyzje, by turniej powierzyć Afryce, to nie ma sensu wymuszać na niej, by zachowywała się po europejsku.

W styczniu, na pół roku przed mistrzostwami, w spór o prawa do vuvuzeli włączył się niespodziewanie południowoafrykański Nazaretański Kościół Baptystyczny Shembe chwalący się ponad 4 mln wiernych. Założony sto lat temu w kraju Zulusów kościół twierdzi, że jego wyznawcy od lat używają podczas modłów trąb jako żywo przypominających vuvuzele. - Najwyższy zesłał je nam, byśmy chwalili jego imię - twierdzi rzecznik Kościoła Edward Ximba, domagając się od van Schalkwyka odszkodowania.

- Zgłosili się do mnie pięć lat temu. Powiedziałem, że mogę im robić plastikowe trąbki po kosztach produkcji, praktycznie za darmo. Nie odpowiedzieli, a teraz, przed mistrzostwami, zwietrzyli pieniądze i zgłosili się ponownie - oburza się przedsiębiorca.

Neil van Schalkwyk zainwestował w vuvuzele wszystkie swoje oszczędności, a dodatkowo zastawił dom. - Wszyscy myślą, że dorobiłem się na tym bóg wie jakich milionów - mówi. - A tak naprawdę większość sprzedawanych w RPA vuvuzeli produkowanych jest przez piratów z Chin i Tajwanu, przed którymi nikt nas nie broni.

Źródło: Gazeta Wyborcza

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

3,5

11 głosów

Niemieccy towarzysze broni

We wrześniu i październiku 1939 roku w Wojsku Polskim służyło ok. 8 tys. Niemców. 137 z nich zginęło, m.in. w walkach z oddziałami Wehrmachtu